Pierwsze dni w Chinach

Witam wszystkich (piszę to po raz setny). Zbierałam się do napisania pierwszego posta już od kilku miesięcy (blog istnieje chyba od roku). Planuję dzielić się tutaj moimi przeżyciami z Chin i nie tylko, także jeżeli jesteście ciekawi to zostańcię proszę na dłużej.

Zdecydowałam się na przeprowadzkę do Chin w marcu zeszłego roku, planowanie wyjazdu i załatwianie formalności było koszmarne, ale to nie o tym chcę dziś opowiedzieć.

A więc… wraz z mą drugą połówką wylądowaliśmy w Guangzhou 23 sierpnia. Po wyczerpującym locie z gorączką, którą dostałam po wszystkich szczepieniach, wyszliśmy z lotniska złapać taksówkę do hotelu. I co? Duchota jakiej jeszcze nigdy w życiu nie zaznałam, smog tak okropny, że mało co było widać, zapachy delikatnie mówiąc nieprzyjemne, hałas i tłumy ludzi. Moja pierwsza myśl: UCIEKAĆ!

W końcu udało nam się dotrzeć do hotelu i po mega długiej drzemce wyruszyliśmy na miasto w poszukiwaniu kolacji. Przez to, że hotel był blisko lotniska, okolica nie była zbytnio urokliwa. Wybraliśmy się na market z myślą, że na pewno znajdziemy jakieś fajne stoiska ze street food’em. Jedyne co tam jednak zaznaliśmy to przeokropny smród. Nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu, wszędzie sprzedawali tylko bardzo podejrzanie wyglądające mięso, kacze dzioby, kurze nóżki i inne takie nieapetyczne rzeczy. Zdesperowani i bardzo głodni poszliśmy do supermarketu po zupkę chińską. Nie ma to jak wspaniała pierwsza kolacja w Chinach.

Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po okolicy ale nigdzie nie odkryliśmy nic ani trochę lepszego więc bardzo zrezygnowani wróciliśmy do hotelu. Rano nim wyszliśmy na pociąg Dan wyruszył z misją znalezienie śniadania. Śniadanie znalazł (może średnio pożywne bo były to chipsy i ciastka), ale wrócił wzbogacony o nowe traumatyczne doświadczenia. W drodze do sklepu potknął się o zdechłego szczura, który leżał jak gdyby nigdy nic na środku chodnika. A w drodze do hotelu cudem uniknął nadepnięcia na zużytą pieluchę (wyobraźcie sobie jaki tam był syf).

Następnym koszmarem było metro. Nie dość, że było strasznie duszno to jeszcze był wielki ścisk. Oczywiście wszyscy jechali tam gdzie my, zamiast wysiadać, na każdej stacji przybywało coraz więcej osób. Po jakiejś godzinnej podróży dotarliśmy na stację iiii…. spóźniliśmy się na nasz pociąg o jakieś 5 minut…

Nie wszysto było jednak stracone! Z pomocą google translate i naszych białych twarzy udało nam się załatwić bilet na późniejszy pociąg i to bez żadnych dodatkowych opłat! (Jakie szczęście, że Chińczycy uwielbiają białych ludzi). Także po 6 godzinach czekania wsiedliśmy w końcu do (jakże pięknego – zero sarkazmu) pociągu i w ponad 3 godzinki przejechaliśmy 620 km. Jazda tym pociągiem pędzącym ponad 300km/h to chyba moje pierwsze przyjemne wspomnienie z Chin.

Dotarliśmy do miasta o nazwie Xiangtan, w którym odbywało się nasze szkolenie i ku mojemu zaskoczeniu było mega czysto! Zapachy niestety miejscami były nadal średnio przyjemne ale było to nic w porównaniu z poprzednim miejscem. Obsesja Chińczyków na punkcie białych ludzi stała się wtedy jeszcze bardziej zauważalna. Przypadkowe osoby na ulicy prosiły (albo i nie, czasem robiły je z ‚ukrycia’) mnie o zdjęcia. W Chinach dosłownie wszyscy się na ciebie gapią a jeżeli umieją powiedzieć coś po angielsku na 99% będzie to ‚you’re so beautiful’. Samoocena +1000000000.

Mimo, że moje pierwsze przeżycia nie były najwspanialsze i momentami zastanawiałam się co ja tuaj robię, to nie zraziłam się do Chin. I dobrze, bo na chwilę obecną jestem bardzo zadowolona z życia tutaj. Jest wiele rzeczy, które bardzo denerwują (o tym jeszcze kiedyś napiszę) ale jest równie wiele plusów, które to wszystko równoważą.

Mam nadzieję, że zbytnio was nie zanudziłam i dotarliście do końca. Pierwszy post wyjątkowo będzie bez zdjęć, gdyż przez te pierwsze kilka dni niestety nie uchwyciłam żadnego momentu wartego udostępniania. Do usłyszenia!

 

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Pierwsze dni w Chinach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s