Asia nauczycielka?

Jakby mi ktoś parę lat temu powiedział, że zostanę nauczycielką języka angielskiego w Chinach to bym go nieźle wyśmiała. Jakimś cudem jest to jednak prawda i jak narazie uczniowie darzą mnie nawet sympatią (zobaczymy na jak długo). A jak dokładnie wygląda praca nauczyciela w Chinach? Z chęcią wam opowiem.

20170302_144313

Gdy zakończyliśmy nasze szkolenie w Xiangtan, nim wszyscy rozjechali się do innych miast, postanowiliśmy uczcić nowy rozdział naszego życia imprezą. Dość niezłą… Także następnego ranka gdy dostaliśmy telefon o 8 rano z recepcji, że ludzie z naszej szkoły już na nas czekają i musimy jechać, nie byliśmy zbytnio szczęśliwi. Nie byliśmy nawet spakowani a kac męczył przeokropnie, ale w jakieś 10 minut udało nam się zebrać (nawet sobie nie wyobrażacie jaki to dla mnie wyczyn). Podróż o niewiarygodnie suchym gardle zajęła nam jakieś 2 godz. Całą drogę myślałam tylko o tym, że już niedługo będę mogła się zdrzemnąć, jednak gdy dotarliśmy do Hengyang pierwsze co, to zostaliśmy zmuszeni do pójścia na lunch z resztą nauczycieli.
W poprzednim poście wspomniałam o tym jak bardzo Chińczycy uwielbiają obcokrajowców… Moja szefowa zamiast mi się normalnie przedstawić wykrzyknęła tylko ‚Joanna, you’re so beautiful’. Przy jedzeniu byliśmy cały czas zarzucani ogromną ilością informacji. Mój mózg pracował wtedy na spowolnionych obrotach ale pamiętam dobrze mój szok i przerażenie jak mi powiedzieli, że oprócz angielskiego będę jeszcze uczyć muzyki (że co proszę? słyszeliście kiedyś jak ja śpiewam?). Oczywiście nie powiedzieli mi dokładnie czego ode mnie wymagają. Róbta co chceta. Z przykrością muszę stwierdzić, że lekcje muzyki od tamtego momentu stały się dla mnie 40-minutowym koszmarem każdego wtorkowego popołudnia. Nikt nawet nie traktował tej lekcji poważnie a ja przez pół roku marnowałam czas na układanie planów lekcji.

Dan jednak był chyba w jeszcze cięższym szoku niż ja. On za to dowiedział się, że angielskiego nie będzie uczył prawie w ogóle. Z racji takiej, że na studiach studiował matematykę, został nauczycielem matematyki! Zaraz po lunchu, kiedy ja w podskokach wracałam do domu, myśląc już tylko o łóżeczku, on musiał iść na kolejne 2-godzinne szkolenie.

Droga ze szkoły do naszego mieszkania to jakieś 5 minut spacerkiem w linii prostej. Jednak w nowym mieście i do tego na kacu o zgubienie się jest dosć łatwo. O dziwo to Dan nie mógł trafić z powrotem, a nie ja! Zaczął iść nawet w dobrą stronę ale nie mógł sobie przypomnieć, w którym budynku mieszkamy. Musiał wyglądać na bardzo zagubionego bo jakaś ledwo mówiąca po angielsku dziewczynka spytała się go czy potrzebuje pomocy. Wrócili razem do szkoły żeby spytać się kogoś czy nie wiedzą gdzie Daniel mieszka; w końcu znaleźli kogoś kto był im w stanie odpowiedzieć i Dan dotarł do domu odprowadzony pod same drzwi przez małą dziewczynkę.

 

Pierwszy dzień w szkole…

Pierwszego dnia byłam dość zestresowana, nie wiedziałam czego się spodziewać, nie wiedziałam nawet na jakim poziomie będzie ich angielski. Jednak cały ten niepokój minął gdy wchodząc do pierwszej 60-osobowej klasy powitały mnie owacje i okrzyki. Byłam w szoku jak grupa 14-latków może być tak bardzo zafascynowana jedną dziewczyną.

Krzyki i brawa powtarzały się w każdej klasie do której weszłam (a uczę ich 25) i pod koniec każdej lekcji padało to samo pytanie ‚Do you have a boyfriend?’, a gdy odpowiadałam, że tak ogłuszała mnie kolejna runda krzyków. WOOOOW.

Wielkość klas jest dla mnie jednym z największych wyzwań, moja najliczniejsza grupa to 80 osób! Najmniejsza klasa liczy sobie chyba 56… Nie dość, że ciężko jest utrzymać zainteresowanie w tak licznej klasie to jeszcze wszyscy są zawsze zmęczeni. Przybliże wam teraz jak wygląda przeciętny dzień uczniów w naszej szkole i zrozumiecie dlaczego.

Uczniowie muszą być w szkole godzinę przed normalnymi lekcjami. Codziennie rano muszą sprzątać korytarze i klasy i do tego trzeba mieć jeszcze przecież czas na poranne ćwiczenia i indywidualne nauczanie!

Normalne lekcje trwają od 7:55 do 17:00. Z tym że mają przerwę na lunch od 12:10 do 14:30 kiedy to wszyscy idą na drzemkę. Dzień szkolny jednak na tym się nie kończy.. O około 19:00 wszyscy muszą wrócić do szkoły aby siedzieć grzecznie w klasach i się uczyć (już bez nauczycieli). Ze szkoły wychodzą o godzinie 22… A gdy mówię wychodzą mam na myśli, że przechodzą do innego budynku bo większość uczniów w szkole żyje. Brzmi koszmarnie, prawda? To nie koniec… Więszość weekendów również spędzają w szkole, nigdy nie mają pełnych 2 dni odpoczynku. Dlatego zawsze gdy przychodzę na lekcję i widzę, że znowu połowa uczniów śpi staram się być wyrozumiała (w sensie nie krzyczę na nich, budzić i tak ich budzę, co jest nawet całkiem zabawne).

Do tego wszystkiego dochodzi dyscyplina. Raz podczas mojej lekcji do klasy wszedł wychowawca i bez żadnego słowa zabrał telefon uczniowi z ostatniej ławki, po czym rzucił nim o podłogę i zaczął po nim stąpać. Telefon później podniósł, wyszedł na korytarz, rzucił nim parę razy o ścianę i sobie poszedł.
Uczniowie nawet jakoś szczególnie nie zareagowali. Ja za to byłam w kompletnym szoku i stałam z otwartą buzią przed dobrych parę minut, aż w końcu ktoś powiedział, że mam się nie przejmować, to tylko ich dyscyplina…

20170306_084511

Jedną z rzeczy, która najbardziej mnie iryutje to mój plan lekcji, a właściwie ludzie którzy go układają. Mają wielkie problemy ze zrobieniem tego raz i porządnie, także na początku tego semestru przez 3 tygodnie prawie codziennie zdarzały się sytuacje, że przychodząc na lekcję uczniowie patrzyli się tylko na mnie zdziwieni aż w końcu ktoś zdołał wydukać, że teraz mają geografię a nie angielski.. Działało to też w drugą stronę, o 8 rano potrafiłam dostać telefon z pytaniem gdzie jestem, przecież powinnam teraz uczyć tą i tą klasę… Poddawali moją cierpliwość ciężkiej próbie.

IMG_20160914_143055

Ponarzekam sobie jeszcze na jedną rzecz, a mianowicie toalety. Nie przeszkadzałby mi brak toalety dla personelu gdyby nie fakt, że w żadnej ubikacji nie ma drzwi. Tak, przeczytaliście to dobrze, nie ma żadnych drzwi. Nie dość, że nie ma normalnych ubikacji, w których możesz sobie usiąść jak człowiek to jeszcze musisz kucać na oczach twoich uczniów.

Jak już sobie tutaj rozmawiamy o dość obrzydliwych rzeczach to czemu by nie i o podpaskach? Które walają się po podłodze w każdej damskiej ubikacji, bo przecież po co komu by były kosze na śmieci w szkole, do której chodzi kilka tysięcy nastoletnich dziewcząt…

A żeby wam to wszystko zobrazować:

IMG_20160902_091623

Praca jak to praca, czasem potrafi być stresująca, w Chinach może trochę bardziej niż normalnie ale i tak jestem zadowolona. Dzięki tej pracy cały czas się uczę, nie tylko tego jak być lepszym nauczycielem ale również o Chinach, o ich niesamowitej kulturze, która codziennie mnie zadziwia. Do tego, wszystkim nauczycielom zależy na dobrych relacjach z nami, są pomocni i mili. Bardzo często zapraszają nas na wspólne kolację, za które oczywiście nigdy nie musimy płacić.

Wszystkim nauczycielom mogłabym życzyć tak sympatycznych uczniów.

IMG_20160909_16181320161026_204558

P.S. Znalazł mnie ktoś na pierwszym zdjęciu? 🙂

 

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Asia nauczycielka?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s