2 dni w Zhangjiajie

Kiedy dowiedziałam się, że będę mieszkać w prowincji Hunan, to właśnie Zhangjiajie wskoczyło na szczyt mojej listy miejsc, które muszę odwiedzić. Zhangjiajie wśród turystów znane są jako góry z Avatara, ponieważ to właśnie z nich czerpano inspiracje przy tworzeniu latających gór z filmu Camerona. Jest to jedno z najbardziej popularnych miejsc w Chinach i mimo tego że bardzo ciężko jest się tam dostać, to turystów jest pełno niezależnie od pory roku i dnia tygodnia. Jak narazie nie ma tam niestety stacji z szybkimi pociągami, więc turystom pozostają do wyboru pociągi wolne, autobusy albo samolot.

Dla nas najtańszą i względnie szybką opcją był autobus; chociaż gdy mówię względnie szybką mam na myśli jakoś ponad 6 godzin. A to tylko żeby przejechać na drugi koniec prowincji, czyli tak jakby naszego województwa. Droga się strasznie dłużyła głównie przez grupę panów Chińczyków, którzy siedzieli dookoła nas i bardzo głośno ‚rozmawiali’ całą drogę, robiąc okazyjne przerywniki na plucie na podłogę…

Po dotarciu na miejsce byłam trochę zdołowana, bo na chodnikach dosłownie była powódź. Kwiecień to jeszcze sezon monsunowy także pogoda jest bardzo nieprzewidywalna i ulewy są dość częste. Oczywiście przemokła mi moja jedyna para butów, ale starałam się zbytnio nie zniechęcać, bo rzekomo następnego dnia pogoda miała być już lepsza.

Nie licząc czasu w podróży spędziliśmy w Zhangjiajie 2 pełne wrażeń dni, może to dość krótko na miejsce z tyloma wielkimi parkami, ale udało nam się zobaczyć naprawdę wiele…

 

Dzień 1: Tianmen Mountain

Pogoda nas nie rozpieszczała, także zdecydowaliśmy się na górę najbliżej naszego hotelu. Kupiliśmy bilet (W Chinach aby wspiąć się na obojętnie jaką górę trzeba niestety zapłacić, im popularniej tym drożej, tutaj bilet normalny kosztował 160 zł…) z opcją wjechania na górę kolejką linową a zjechania w dół autobusem. Na górę Tianmen nie mamy nawet opcji żeby się normalnie wspiąć, trzeba z któregoś transportu skorzystać.

Popełniliśmy jednak duży błąd, bo jak się okazało chyba każda jedna osoba w Zhangjiajie zdecydowała się w ten właśnie dzień o godzinie 11 skorzystać sobie z kolejki linowej. Było już jednak za późno żeby się wycofać więc ustawiliśmy się grzecznie w kolejce, najpierw na zewnątrz, potem w środku budynku, potem na pierwszym piętrze, a potem na drugim piętrze… Po 1,5 godziny czekania w końcu nam się udało i czekała nas 30 minutowa przejażdżka jedną z najdłuższych i najbardziej stromych kolejek linowych na świecie.

Z kolejki możemy podziwiać słynne 99 zakrętów, które robią niezłe wrażenie i z ziemi i z powietrza. Przy robieniu zdjęć trochę mi się trzęsła ręka, może nie wygląda to aż tak stromo ale momentami nachylenie sięga aż 37 stopni. Mimo, że nie mam lęku wysokości to patrzenie w dół było dla mnie dość straszne…

Gdy czekaliśmy na kolejkę to w poczekalni pokazywali filmy z wyścigów, które odbywały się na tej właśnie drodze. Nie wyobrażam sobie nawet jak ci ludzie muszą być odważni żeby wziąć w czymś takim udział, jazda autobusem z prędkością 20-30km/h to już było przeżycie.

Dookoła prawie całego szczytu góry zbudowana jest ścieżka, która na kilku odcinkach jest szklana. Można sobie patrzeć w dół  i wyobrażać co by było jakby to szkło pode mną pękło.

Przez cały czas jak tam byłam zastanawiałam się jak ta ścieżka jest właściwie zamocowana? 😉

Żeby dostać się na szklany most trzeba zapłacić dodatkowe 5 yuanów (jakieś 3zł) i założyć na buty takie śmieszne pokrowce, które przy złych warunkach pogodowych były niestety mokre i dosyć brudne.

Podążając dalej drogą dookoła klifu dojdziemy w końcu do wielkiej świątyni. Oryginalna Tianmenshan została wybudowana w 870 roku, została ona jednak zniszczona podczas wojny, dlatego konstrukcja którą możemy teraz zobaczyć pochodzi z końca XX wieku. Co jest jednak najlepsze, świątynię mieliśmy tylko dla siebie. Nie licząc może 5 innych osób, nie było tam nikogo; tylko idealna cisza i piękne widoki.

Na chwilę obecną jest to najpiękniejsza świątynia jaką widziałam w Chinach.

Tianmen to góra, która zdecydowanie dostarcza wielu wrażeń, przez piękne widoki po ścieżki wiszące nad wielkimi klifami.

Zwróćcię uwagę na drogę nad klifem na zdjęciu po prawej… Niestety jak my tam byliśmy to z jakiegoś powodu była zamknięta, ale może to i lepiej. Droga w dół wydaję się być dość długa.

W wielu miejscach możemy też zobaczyć czerwone wstążki, na których jak już wspomniałam w poście z Changshy zapisane są różne życzenia. Im wyżej wstążka jest zawieszona tym bardziej prawdopodobne, że nasze życzenie się spełni.

Na sam koniec rozpieścił nas jeszcze widok zachodzącego słońca.

Jak już wcześniej wspomniałam na górze Tianmen nie ma za bardzo opcji na typowe wspinaczki, na szczyt wjechaliśmy kolejką za to w dół, aby dotrzeć do miejsca gdzie dojeżdżają autobusy musieliśmy zjechać ruchomymi schodami… Tak! Ruchomymi schodami! Brzmi to dość absurdalnie ale to prawda, w środku góry znajdują się przeogromne ruchome schody, które zabiorą nas pod Tianmen cave (czyli świętą dziurę w ścianie) i do przystanku autobusowego.

Na górze Tianmen odbyły się pierwsze mistrzostwa świata w wingsuit flying. Podziwiam tych ludzi, a zwłaszcza Pana z tego filmiku, który jako pierwszy przeleciał przez tzw. bramę do nieba. Samo oglądanie tego sportu jest dla mnie stresujące, w życiu nie zdobyłabym się na odwagę żeby tego spróbować…

 

Dzień 2: Zhangjiajie National Forest Park

Dzień drugi przeznaczyliśmy na słynne góry z Avatara. Bilet wstępu to kolejne 140 zł od osoby, jednak tym razem ważny jest on przez 4 dni. Przy wejściu skanują nasze odciski palców i wiążą je z naszym biletem, aby nikt nie mógł odsprzedać swojej karty.

Na górę można wjechać autobusem, jednak my zdecydowaliśmy się na wspinaczkę, pogoda była w końcu przepiękna i trzeba było to wykorzystać.

DSC08519 (2)

Na samym początku trzeba przejść parę kilometrów ‚na płasko’, spaceruje się jednak w otoczeniu pięknych gór i małpek (warto schować jedzenie bo małpki lubią wyrywać ludziom reklamówki z ręki; dla jedzenia zrobią wszystko).

Idąc cały czas wzdłuż strumienia nie mogłam się przestać zachwycać jak pięknie pachniało tam powietrze (chyba że przechodziłam obok palącej osoby). Po paru miesiącach mieszkania w dużym mieście miałam wrażenie, że to powietrze mogę dosłownie jeść. Było tam też dość mało osób i było to mega relaksujące.

W końcu doszliśmy do schodów, które miały zaprowadzić nas na szczyt, pani w hotelu powiedziała nam, że jest ich ponoć 2000. Nie liczyłam także nie wiem czy to prawda. Jeśli kogoś jednak ta liczba przeraża, zawsze jest możliwość wynajęcia panów Chińczyków, którzy na górę nas mogą wnieść (lub znieść)…

DSC08656 (2)

Wspinaczka trochę nam zajęła, miejscami jest bardzo stromo, jednak koszmar zaczął się dopiero na górze. Przy miejscu, do którego dojeżdżają autobusy pojawiły się ogromne tłumy, musieliśmy się przepychać żeby dostać się do widoków, zrobienie zdjęcia bez selfie stick’a w tle graniczyło z cudem.

DSC08740 (2)

Najgorsze było jednak jak utknęliśmy na wąskiej ścieżce w tłumie ludzi, nie wiedzieliśmy nawet gdzie ta kolejka prowadzi ale nie mieliśmy jak zawrócić. Zmarnowaliśmy tam ponad godzinę, dostaliśmy się tylko do paru punktów widokowych, które były tak zatłoczone, że nawet nie było jak tych widoków podziwiać.

DSC08775 (2)

W końcu jednak udało nam się uciec od tłumów i mogliśmy wrócić do korzystania z tego gdzie jesteśmy.

Jak już obeszliśmy wszystko w rejonie Yuanjiajie – to właśnie tam można zobaczyć Hallelujah Mountain, to wsiedliśmy w autobus (wliczony w cenę), który zabrał nas na szczyt Tianzi Mountain. Było tam o wiele spokojniej, mało ludzi a widoki były równie piękne.

DSC08850 (2)

Nieziemskie miejsce, prawda?

W dół można zjechać kolejką linową, jednak my mieliśmy jeszcze trochę czasu więc postanowiliśmy zejść na nogach. Wydawało nam się, że godzinka i będziemy na dole… Był to dość głupi pomysł, schody w dół nie miały końca i żeby się nie spóźnić na ostatni autobus w okolice naszego hotelu musieliśmy z tej góry zbiec. Nóg nie czułam przez następny tydzień.

DSC08907 (2)

Zhangjiajie to dla mnie kolejne spełnione marzenie. Czy te niesamowite góry są też na waszej bucket list?

Jeżeli planujecie się tam wybrać polecałabym zostać chociaż jeden dzień dłużej. 2 dni były wystarczające żeby wiele zobaczyć, ale na pewno kiedyś tam wrócę, Zhangjiajie ma dużo więcej do zaoferowania.

P.S. Skusilibyście się na Chińskiego McDonalda?

DSC08821

Reklamy

2 uwagi do wpisu “2 dni w Zhangjiajie

  1. Pingback: 5 minusów życia w Chinach – MEGAERA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s