Świątynie w Bangkoku

Jeżeli tak jak ja jesteście sroką i lubicie wszystko co się świeci, to w Bangkoku nie będziecie się nudzić.
W okolicach starego miasta, nie ważne na jakiej jesteście ulicy, na każdym rogu znajdziecie świątynię. Jest ich tak wiele, że większości nie znajdziecie nawet na zwykłych turystycznych mapach (także nie pytajcie mnie jak się nazywają).
Na zobaczenie najpopularniejszych świątyń wystarczy jeden dzień, ale warto jednak poświęcić na nie trochę więcej czasu. Są naprawdę niepowtarzalne i jeżeli moje zdjęcia was nie zachęcą, to co powiecie na koty i pieski? Przy prawie każdej świątyni kręci się ich pełno.

DSC04847 (2)

Zacznijmy może od jednej z największych, najstarszych, najczęściej odwiedzanych i według mnie jednej z najpiękniejszych świątyń w Bangkoku: Wat Pho.

DSC04905 (2)

Dlaczego uważam ją za jedną z najpiękniejszych? Bo miałam ją tylko dla siebie.

Oprócz mnie, Dana, kotów i paru mnichów nie było tam żywej duszy.

Jeżeli się nie mylę to około godziny 17 świątynia jest oficjalnie ‚zamykana’.
Nieoficjalnie jednak, zamykane są każde wejścia oprócz jednego z dala od głównej ulicy.
Na całe szczęście turyści o tym nie wiedzą, a my mieliśmy ogromne szczęscie i odkryliśmy to zupełnie przypadkiem podczas wieczornego spaceru.
Brak turystów w turystycznym miejscu to chyba marzenie każdego podróżnika. Można na spokojnie się ze wszystkiego cieszyć, a widok Wat Pho nocą zdecydowanie cieszył.

Wszystkie budynki w Wat Pho są nocą podświetlone, także możemy dokładnie zobaczyć każdy detal. Na obejście całej świątyni warto poświęcić nawet 2 godziny, jest naprawdę wielka (a jeżeli tak jak my się zgubicie, to warto dodać jedną godzinę na znalezienie wyjścia).

 

Pierwszego dnia w Bangkoku wynajęliśmy Tuk-tuk’a na kilka godzin. Nasz bardzo przyjazny Pan kierowca obwiózł nas po wielu równie znanych ale dużo mniejszych świątyniach. I to wszystko całkiem za darmo! Polecam bardzo skorzystać z takiej opcji, można zobaczyć naprawdę wiele w krótkim czasie. Tuk-tuk zabierze nas wszędzie gdzie chcemy i będzie czekać na nas na parkingu tyle czasu ile tylko będziemy potrzebować.

DSC04332 (2)
Wat Intharawihan

Dlaczego nam się udało wynająć tuk-tuk’a za darmo? Szczerze to nie wiem… Kierowca próbował nam wytłumaczyć, ale zbytnio to nie miało sensu. Mówił coś o jakimś festiwalu, że niby rząd mu płacił za pracę w ten weekend? Jak to jednak z tuk-tuk’ami bywa zabrał nas do zakładu krawieckiego… Kierowcy mają umowy z tymi zakładami, że jak ktoś coś kupi to oni dostają kupon na paliwo i zawsze bez żadnego uprzedzenia zabierają tam turystów. My trochę nieświadomi weszliśmy do środka i zaczęliśmy się rozglądać; ja jako kobieta byłam przez pracowników kompletnie ignorowana. Do Dana za to wszyscy byli bardzo milusi i usilnie przekonowali go do kupna koszuli. Jednak w momencie gdy Dan powiedział, że zakup takiej drogiej koszuli powinien najpierw skonsultować ze swoją dziewczyną (głównie po to żeby się od niego odczepili), zaczęło się chamstwo. Panu sprzedawcy nikt chyba nigdy nie wytłumaczył na czym polega obsługa klienta, dlatego usłyszeliśmy wszystko, od: jesteś pantoflem, mężczyzna z Ciebie żaden, jak możesz dbać o to co twoja dziewczyna myśli, po: Brytyjczycy to chytrusy i flejtuchy, nie lubią ładnie wyglądać, nie dziwię się, że nie chcesz tej koszuli. Mimo, że stałam tuż obok to na mnie ani razu nie spojrzał, tylko cały czas sugerował, że ja się nie liczę, że ja też jestem chytra, że zła ze mnie dziewczyna, itp.

Wyszliśmy nieźle wkurzeni, nim przerodziło się to w poważną kłótnię. Innemu pracownikowi ze sklepu zrobiło się chyba trochę głupio i wybiegł za nami i dał nam kupon na paliwo dla naszego kierowcy… stres wynagrodzony w 100%.

O dość nieprzyjemnej sytuacji udało nam się w miarę szybko zapomnieć, bo ruszyliśmy na zwiedzanie kolejnej świątyni: Golden Mount (Wat Saket).

Wstęp do tej światyni jest płatny (tylko kilka złotych) ale naprawdę warto ją odwiedzić. Świątynia znajduje się na małej górze, z której jest super widok na miasto.

Kolejny przystanek był przy Wat Benchamabophit, czyli marmurowej świątyni. Kolejne niezwykle piękne miejsce, ale aby uniknąć udaru słonecznego (upał w południe był niezły) dość szybko się stamtąd zwinęliśmy.

Reszta świątyń, które odwiedziliśmy była mniejsza i przypadkowa, jak coś zwróciło naszą uwagę przy spacerowaniu to się po prostu tam zatrzymywaliśmy. Każda z nich jest cudowna ale przy tysiącach innych Buddyjskich świątyń, które można znaleźć w Bangkoku po jakimś czasie zlewają się one wszystkie w jedną.

W październiku zeszłego roku zmarł król Tajlandii – Bhumibol Adulyadej. Żałoba po śmierci króla trwa jednak cały rok, dlatego w wielu świątyniach było mnóstwo portretów króla.
Jedna słynna świątynia – Emerald Buddha Temple, do której nie weszliśmy znajduję się przy pałacu królewskim. Jednym z powodów, dla których ją ominęliśmy była dość droga cena biletu, ale odstraszyły nas też tłumy ludzi i żałobników. Ludzie z całego kraju zjeżdżają się do Bangkoku, zakładają czarne ciuchy, chodzą po ulicach i odwiedzają pałac, aby opłakiwać byłego króla.

DSC04940

Ostatnia porcja świątyń jest z naszej wycieczki po kanale, który znajdował się kilkanaście kilometrów od centrum Bangkoku. Było to super przeżycie, zobaczyliśmy jak kiedyś wyglądało życie w Bangkoku (ale o tym później), no i zobaczyliśmy jeszcze więcej złotych posągów Buddy.

Mam nadzieję, że zachęciłam was trochę do zobaczenia Bangkoku i jego pięknych świątyń. W następnym poście napiszę wam co jeszcze warto tam robić, jak już się będzie miało ich dosyć.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Świątynie w Bangkoku

  1. Pingback: Bangkok cz.2 – czyli co jeszcze mnie zauroczyło – MEGAERA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s