Bangkok cz.2 – czyli co jeszcze mnie zauroczyło

Bangkok to niezwykle klimatyczne miasto, pełne pysznego jedzenia, sklepów, barów, świątyń no i ludzi. Można go podzielić na 2 części: tą nowszą z wszystkimi wieżowcami i tą bardziej tradycyjną i turystyczną.

Ta nowoczesna część miasta jest bardzo zatłoczona i zakorkowana. Mimo tego, że upał w wielkim mieście pełnym samochodów jest jeszcze cięższy do zniesienia niż normalnie, to warto się tam wybrać na parę godzin. Bangkok w bardzo krótkim czasie przerodził się w prawdziwą metropolię i naprawdę warto to zobaczyć.

Jeżeli chcecie kupić pełno tanich ciuchów to warto wybrać się też na zakupy na jeden z marketów, my wybraliśmy Pratunam. Jest to przeogromny market, na którym znajdziemy wszystko, a jakby nam było mało to obok jest jeszcze wielkie centrum handlowe z równie tanimi ciuchami. Idealne miejsce żeby zaopatrzyć się w obowiązkową koszulkę ze słoniem. Jakościowo rzeczy też nie są najgorsze, także polecam.

Jeżeli już jesteśmy przy marketach to warto też się wybrać na jeden z floating markets, znajdują się one kawałek drogi od centrum i są słynne z tego, że jedzenie można kupować prosto z łódek zacumowanych na kanale.

DSC04690

Takich marketów dookoła Bangkoku jest kilka, my wybraliśmy Khlong Lat Mayom.
Jest to super odskocznia od zatłoczonego miasta, market jest pełen tak przeróżnego jedzenia, że aż ciężko wybrać. Można tam też kupić ciuchy, ręcznie robione mydła i różne pamiątki.

Co było jednak dla mnie najlepsze to wycieczka po kanale, za parenaścię złoty można się wybrać na 1,5 godzinny ‚rejs’, który pokaże nam jak kiedyś wyglądało życie w Bangkoku. Jest to naprawdę super okazja, łódka zatrzymuje się nawet w paru miejscach, także można zobaczyć kolejną świątynię, plantację storczyków i kupić jeszcze więcej jedzenia.

Jeżeli jeszcze nam będzie mało zakupów, to prawdziwy raj czeka nas na Khao San Road. Jest to ulica słynna wśród backpackerów, na której znajdziemy wszystko, pyszne jedzenie, hostele, pamiątki, a wieczorem – niezłą imprezę. Można tam poznać ludzi z całego świata i przy muzyce na żywo poznać ich wspaniałe historię. Klimat na tej ulicy jest tak niesamowity, że wracaliśmy tam prawie codziennie.

Skoro już o imprezie mowa to nie zapomnijcie spróbować Tajskiego piwa, jest pyszne! Po kilku miesiącach picia okropnego Chińskiego piwa czułam się jak w alkoholowym raju.

DSC04624

W jednym z barów na Khao San jeden z tubylców polecił nam ‚najlepszy pad thai’ w Bangkoku, więc następnego dnia poszliśmy go spróbować iiii wpadliśmy w pułapkę. Wyobrażaliśmy sobie jakąś fajną, małą restaurację pełną lokalnych mieszkańców a zastaliśmy wielką kolejkę pełną turystów. Nie byliśmy tego świadomi, ale miejsce to jest popularne wśród mieszkańców Bangkoku ale jest również znane wśród wszystkich turystów. Kolejka na jedzenie na wynos wydawała się dość szybko zmniejszać, więc zdecydowaliśmy się sprawdzić o co to całe zamieszanie. Kupiliśmy, zjedliśmy i wiecie co? Było ok. Tylko ok. Smakowało jak każde inne pad thai, tylko że naciągnęli nas tam jeszcze na najdroższy sok pomarańczowy na świecie, więc wyszło dość drogo jak na Tajlandię.

DSC04850

Jedną z fajniejszych rzeczy do zrobienia wieczorem jest pójscie na stadion Rajadamnern; można tam obejrzeć prawdziwy Tajski boks. Nigdy wcześniej nie widziałam żadnych sztuk walki na żywo, także bardzo mi się to podobało. Zimne piwko, pełno ludzi obstawiających kto wygra (i bardzo się przez to emocjonujących) no i walki tworzą niezłą atmosferę. Wejściówka była dosyć droga, ale i tak myślę, że warto spędzić tam jeden wieczór.

Jak już odhaczymy z naszej listy wszystkie obowiązkowe atrakcje Bangkoku, to warto po nim po prostu pospacerować. Zwłaszcza ta starsza część miasta ma naprawdę wiele do zaoferowania. Ludzie w Bangkoku są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, także wiele osób do nas zagadywało i opowiadało o różnych zabytkach, albo proponowało co jeszcze warto zobaczyć.

W Bangkoku warto jednak uważać na naciągaczy, zwłaszcza taksówkarze bardzo często próbują oskubać ludzi z pieniędzy. Ogółem jeżeli chcemy coś kupić to zazwyczaj trzeba się nieźle targować. Mimo tego, że dzięki temu możemy dostać dobrą cenę to mnie to osobiście po jakimś czasie zaczęło męczyć, z każdej strony ludzie na Ciebie krzyczą, zachęcają do kupna garnituru, a jak tylko na nich spojrzysz to będą Cię śledzić przez jakieś 5 minut i przekonywać dlaczego potrzebujesz tej właśnie bluzki. Także mimo, że zakupy w Bangkoku to bardzo tania sprawda to potrafi to człowieka nieźle zdenerwować. Kobiety (tylko) większości rzeczy nie mogą przymierzać, nawet na swoje ciuchy, dlatego ja niestety wiele rzeczy sobie odpuściłam, bo bałam się że nie będą pasować.
Dobrym lekarstwem na stres jest jednak jedzenie! Do dzisiaj śnią mi się po nocach Tajskie sajgonki. Raz jeszcze, w porównaniu do Chin, Tajlandia była dla mnie rajem, nie było żadnych przykrych niespodzianek, żadnych kości w jedzeniu, żadnych nóżek, dziobów, krwi. Wszystko co zamówiliśmy było zawsze smaczne i tanie. Jedynym minusem była wielkość porcji, samym głównym daniem nigdy się nie najadałam, zawsze musiałam mieć chociaż jedną przystawkę.

Podsumowując Bangkok mnie niewzykle zauroczył, jest to cudowne i kolorowe miasto, w którym nie da się nudzić. Kiedyś z chęcią tam wrócę. A wy? Byliście kiedyś w Bangkoku? Jakie są wasze wspomnienia?

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Bangkok cz.2 – czyli co jeszcze mnie zauroczyło

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s