5 minusów życia w Chinach

Mieszkam w Chinach już prawie 9 miesięcy i przez ten czas utworzyła mi się lista rzeczy, które mnie tu bardzo denerwują. Nie są to jakieś straszne rzeczy, przez które chciałabym uciekać z tego kraju tak szybko jak tylko się da, ale potrafią mnie one czasem wyprowadzić z równowagi.

  1. Zakupy

Normalnie zakupy to dla mnie wielka przyjemność, jednak tutaj jest to jedna z najbardziej stresujących rzeczy. Zacznijmy od drogerii, sklepy z kosmetykami są dość małe i zawsze jest tam pełno ludzi. Jak tylko do jednego z tych sklepów wejdę wszyscy zaczynają się na mnie gapić, a panie ekspedientki dosłownie mnie śledzą. Chodzą za mną wszędzie krok w krok, nawet jak im powiem, że nie mówię po Chińsku i dam im znać, że nie potrzebuję pomocy. Co jest jeszcze gorsze, jak dajmy na to przeglądam sobie pomadki, pani podejdzie do mnie z jakimś bardzo drogim kremem i zacznie gadać po Chińsku, najprawdopodobniej próbując mnie przekonać do zakupu. Ja tylko wtedy cały czas powtarzam, że nic nie rozumiem i że dziękuje, ale nie. Nie pomaga niestety. Sytuacja powtarza się za każdym razem i często nie wytrzymuje i wychodzę.

DSC04180

Z ciuchami jest trochę inaczej, panie ze sklepu zazwyczaj pośledzą mnie przez parę minut a potem się poddają. Mam tam za to kolejny, trochę inny problem. Dużo rzeczy na mnie nie pasuje. W większości sklepów mają tylko rozmiary XS, S i M. Co by w sumie nie było problemem bo ja noszę rozmiar S lub M, ale Chińskie M to praktycznie XS… Jest to strasznie dołujące bo większość ciuchów jest naprawdę ładna, no ale musiałabym zacząć się głodzić żeby w te ciuchy wejść. Sklepy, które mają większy wybór rozmiarów są często dosyć drogie, co jest dziwne bo w naszym mieście średnia mięsieczna wypłata kupiła by im może jedną spódnicę. Dlatego zawsze jak gdzieś podróżuje to jak widzę H&M, albo jakiś inny zachodni sklep to skaczę z radości.

2. Hałas

Zakupy same w sobie są stresujące, jednak w większości przypadków jest coś jeszcze gorszego niż niepasujące ciuchy: muzyka. Prawie każdy jeden sklep w centrum miasta ma na ulicy wystawiony wielki głośnik, z którego gra okropna muzyka na maksymalnej głośności. Jakość jest zawsze okropna i jest to dosłownie ogłuszające, nie da się nawet rozmawiać normalnie z osobą obok ciebie, tylko trzeba do siebie krzyczeć. To samo jest jak się wejdzie do sklepu, wszędzie głośna muzyka. Co jest jeszcze gorsze to ludzie, którzy stoją przed sklepami i zachęcają ludzi do zakupów. Chiński sposób zachęcania to grupa osób, która śpiewa, tańczy, klaszcze albo krzyczy, tylko aby zwrócić twoją uwagę. Kolejnym sposobem na dobicie przechodniów są takie plastikowe zabawkowe ręcę, coś jak grzechotki, którymi hałasują zawsze dookoła twojej twarzy. Do tego wszystkiego z każdej strony trąbią samochody a ludzie dookoła Ciebie plują i charczą.

DSC03641

3. Smog i zapachy

Ten punkt jest dość oczywisty, powietrze w Chinach do najczystszych nie należy, mimo że na południu Chin sytuacja i tak nie jest najgorsza, to i tak bywa to uciążliwe. Widok szarego nieba w gorący i teoretycznie słoneczny dzień to nic fajnego. A co do zapachów to mamy oczywiste źródła jak kontenery (wokół których często też można spotkać szczury) i studzienki, z których wiadomo, dobywającę się zapachy do najprzyjemniejszych nie należą. Są jednak też nieoczywiste źródła nieprzyjemnych zapachów, czasem dochodzą one nawet z restauracji, naprawdę nie wiem co oni tam gotują ale nigdy nie kuszą mnie do sprawdzenia.

DSC07681

Najgorsze zapachy są jednak na tak zwanych wet market, gdzie można kupić świeże warzywa, owoce, mięso, tofu, pierożki a nawet ciuchy. Chodzimy tam czasem bo można za naprawdę małe pieniądze kupić pełno warzyw. W momencie gdy przekroczy się tylko próg tej hali uderza nas zawsze okropny zapach. Na wielu stoiskach porozkładane są flaki, świńskie kopyta, języki, głowy, są też baseny z rybami, na podłodze są często plamy z krwi. Można tam też znaleźć klatki z żywymi wężami, sarnami, królikami, cielakami i ptakami. To wszystko miesza się w tak okropny zapach, że zawsze chowam twarz w szalik albo przestaję oddychać. Dodam parę zdjęć, żeby pokazać wam jak to wygląda, ale ostrzegam wrażliwe osoby, bo widok jest brutalny.

Parę razy zobaczyliśmy też niestety psy, ale to już mnie przerosło i nie byłam nawet w stanie zrobić zdjęcia.

4. Organizacja

Już kiedyś o tym wspominałam, ale napiszę to jeszcze raz, bo naprawdę nie wiem jak cokolwiek w Chinach funkcjonuje. Przykład z ostatniej chwili: zbliża nam się tydzień wolnego bo dzieciaki mają egzaminy, dosłownie przed chwilą (piątek 15:30) dowiedziałam się, że w sobotę i niedzielę mamy uczyć lekcję z poniedziałku i wtorku. Od tygodnia mam już kupione bilety na pociąg na niedzielę rano. Dowiedziałam się o tym tylko dlatego, że zapytałam. Jak zawsze spotkałam się ze zdziwieniem, że o tym nie wiem. Takie sytuacje zdarzają się co najmniej raz w miesiącu. Planowanie podróży jest za każdym razem stresującę, nie dość, że nie informują nas o wolnym z dużym wyprzedzeniem to jeszcze jest zawsze możliwość, że pozamieniają dni tygodnia i trzeba będzie uczyć cały weekend.
Nikt nie umie nam wytłumaczyć dlaczego tak jest, wszyscy są już do tego przyzwyczajeni i jakimś cudem im to nie przeszkadza.

5. Drogie podróżowanie

Wiele osób ma wyobrażenie, że Chiny są mega tanie, i owszem codzienne życie dużo nie kosztuje, ale jak już chcemy gdzieś wyruszyć to nagle trzeba jednak patrzeć na dość duże sumy. Bilety lotnicze jak na loty krajowe są dość drogie, a jak patrzymy na pociągi to jeżeli nie chcemy spędzić 24 godzin w wagonie stojącym to cenowo aż tak nie odbiegają od samolotów. Hotele można znaleźć tanio, ale standardy wtedy nie powalają i często śmierdzą papierosami. I jak wspomniałam w 2 dni w Zhangjiajie wejściówki prawie wszędzie są płatne i nie są one najtańsze. Także w porównaniu np. z Tajlandią to Chiny wcale nie są takie tanie.

 

Jak dla mnie to jest 5 największych minusów życia w Chinach, wiadomo że są jeszcze inne rzeczy, takie jak brak serów czy dobrego chleba w sklepach, ale czasem na szczęście można się poratować zamawianiem rzeczy przez internet, dlatego nie uwzględniłam tego w głównej liście.

A no i nie zapominajmy o jednym z największych minusów, który jest tylko i wyłącznie moją winą – brak znajomości chińskiego. Tak, niestety nadal, nawet po tych 9 miesiącach nie umiem za dużo po Chińsku powiedzieć. Bez znajomości języka może i da się wszystko załatwić jednak bywa naprawdę ciężko.

Mieszkanie w Chinach nie jest jednak takie straszne, także nieługo opowiem wam o zaletach i dlaczego zdecydowałam się zostać na dłużej.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “5 minusów życia w Chinach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s